X-21

Absurdalne miejsce z dala od głównej wioski stalkerów. To tu chadzają stalkerzy rozmawiać z innymi na całkiem abstrakcyjne, acz klimatyczne, tematy.

Re: X-21

Postprzez Raven422 » 6 lut 2010, o 18:01

Raven odskoczył od Leliany w mgnieniu oka która nagle zaczęła szlochać. Mimo wszystko, usiadł na łózku koło niej, przytulił i pozwolił się wypłakać.
-Nie bój, się ten dewiant Lenin dostanie za swoje.
Leliana przestała płakać, delikatnie odsunęła się od Rowena i ubrała się. Z łzami na policzkach wyszła z pokoju 422. Ravenowi zbierało się na płacz. Dostał drgawek i ułożył się w pozycji embrionicznej na własnym łóżku. Jednak, za kilka minut był już zdecydowany. Zdecydowany dać konkretny forte Leninowi, za to co zrobił. Był tak zły, jak wtedy, gdy Mass Effect 2 nie chciał mu odpalić, a to oznaczało 422 w skali 10 stopniowej. Poszedł do jego pokoju i walnął prosto z mostu :
-Ty ch*ju złamany, pederasto najgorszy. Jak mogłeś jej coś takiego zrobić? Wiesz, jak ona teraz się czuje, jak JA się czuję ?!
Tow leżał na wyrku i spokojnie żłopał z flaszki niedopitki.
-To kara był tylko wypadek przy pracy, uwierz mi... Ale widzę po twoim spojrzeniu, że nie uwierzysz.Nie dogadamy się w cywilizowany sposób, zatem co proponujesz ?
-Pojedynek-odparł Raven- ja i ty. Wiem, że ty masz eteryczne moce, więc ja dosiądę Borcha. Pasuje?
-Pasuje i ma luz. Kiedy?
-Jutro, o 12:00. Warunki : Jeśli wygram dołożysz wszelkich starań, by Leliana znowu stała się pełnoprawną kobietą. Jeśli ty wygrasz... to cóż. Będzie mógł przerobić mnie na furry.
-Zgoda-na twarzy Towa pojawił się szyderczy uśmiech-jutro w południe.

Przygotowania do walki R422 rozpoczął już o 8:00. Ochlał się różnorakich eliksirów, pomedytował, ale ostatnie chwile spędził z Lelianą. Przypomniał sobie o analu, ironicznie ulubionym stylu Lenina. Od 9:30 do prawie 12 byli zajęci tylko sobą i nikim więcej. Ale gdy nadszedł czas pojedynku Raven nie zwlekał. Stawił się na Arenie, która mimo rozpie*dolona po pojedynku Sölvego z Leninem, została jako tako naprawiona przez wciąż stacjonujące w X-21 klany krasnoludów. Mistrzem ceremonii miałbyć K. Ibisz, ale spotkało się to z takim sprzeciwem, że wybrano Infernala.
-PANIEEE I PANOWIEEEEEEE! OGRY I ELFY! CHUJE MUJE DZIKIE WĘŻE! Chciałbym was powitać na pojedynku dwóch zwaśnionych laborantów, którzy muszą rozstrzygnąć pewien spór. Na lewym końcu areny : Towarzysz Le Nin, waga kocia, specjalne umiejętności : przywołuje eteryczne twory, taki jak skrzydła, macki czy inne takie! W prawym końcu areny : Raven422, waga średnio-ciężka, specjalne umiejętności : lubi placki, dosiada złotego smoka i rąbie mieczem! LET DE BATYLE BIGINZ!
Raven wskoczył na Villetretenmertha i uniósł się w powietrze, zaś Lenin wyczarował eteryczne skrzydła i ostro zakończone macki. Ruszyli na siebie z impetem. Rowen darł się wniebogłosy, a Lenin wyjął pazurki. Gdy na siebie wpadli, R422 próbował ciąć sihillem, ze trafił w jedną z macek, która z plaskiem uderzyła o ziemie i zniknęła po chwili. Tow bardzo urażony stratą wkurzył się ostro, zawrócił i zaszarżował na Kruka. Borch Trzy Kawki zionął ogniem przez co Lenin musiał wykonać unik. W tej chwili Raven zeskoczył ze smoka w prawdziwie hollywodzkim stylu i ciął z całej siły w stronę nadlatującego Lenina. Odciął skrzydła i ogon. Lenin padł (prawie) martwy na glebę, Raven po chwili także, ponieważ ostro zakończone skrzydło antro-kotka cięło go przez cały tułów. Laboranci krzyczeli i wiwatowali, Dohtuur, Sölve i Caleb ruszyli na pomoc rannym. Zaraz kurwa, pomyslał Rowen i Lenin prawie jednocześnie. Przecież w X-21 jesteśmy nieśmiertelni, to jakim cudem mogliśmy się poranić?! I to byłą ich ostatnia myśl przed utraceniem przytomności z powodu utraty krwi.

Obaj ocknęli się na oddziale szpitala X-21, prowadzonym od niedawna przez Lelianę, która miała jako jedyna osoba w kompleksie jakiekolwiek pojecie na temat medycyny. Jej piękna buzia z momentu pocieszyła Ravena który obudził się pierwszy.
-Jak tam? - spytała mówiąc ze swoim fhrancuskim akcentem- Jak się czujesz?
-Wiesz, znośnie- spróbował zmienić pozycję na łóżku-ARGH! Chyba jednak nie...
-Leż spokojnie, zajmiemy się wami. Wiesz, ciekawa tylko jestem, dlaczego admini wyłączyli wam nieśmiertelność na okres walki. Pewnie chodzi o jakąś nauczkę czy coś...
-Meow...- zamiauczał Lenin- co jest ?! Czemu nie mieliśmy godmoda ?! Ja temu Solvowi... - nie dokończył gdy spojrzał na kikut ogonka- coś... coś ty mi zrobił...
-Spokojnie- uśmiechnęła się do Towa Leliana, bez jakiejkolwiek oznaki wrogości, widać nie wiedziała, że to on ją zmienił- dzięki artefaktom twój ogon szybko odrośnie. A teraz idzźcie obaj spać. Poleżycie tutaj jakieś kilka dni.

Następnego dnia przyszedł do nich Sölve
-Dobra, Failerze 422. Już wiemy, jak przywrócić twoją rudą kicię do normalności. Musimy wrócić do naszych czasów, wtedy poprosisz Monolit i będzie gites.
-Ta-wtrącił się Lenin - tylko jak teraz wrócić? Dohtuur i Caleb coś ustalili?
-No właśnie nie. Liczymy na waszą pomoc. BTW mam nadzieję, że już nie będziecie skakać sobie do gardeł?
-Nie, już starczy - Raven uśmiechnął się do Towarzysza, ten mu odpowiedział tym samym- Tylko ciekawi nas, czemu na czas walki nie mieliśmy godmoda.
-R422, słuchaj-westchnął Sölve- są na tym świecie rzeczy, co się fizjologom nie śniły.
-sfinto prafda- skwitował wypowiedź Kotek- dobrze prawisz.
Raven422
:DD
Avatar użytkownika
Ślepy Pies
 
Posty: 116
Podziękowań: 10
Poziom: 17
PD: 136/141
Dołączył(a): 26 sty 2009, o 22:06
Frakcja: Wolność
Lokacja: Jupiter

Re: X-21

Postprzez MCaleb » 7 lut 2010, o 16:21

Nagle ściana naprzeciw nich eksplodowała, a z chmury kurzu i tynku wyleciał z potworną prędkością stalowy pręt. Sölve nie miał czasu zareagować, gdy pocisk trafił go w czoło i posłał na ścianę, przyszpilając go.
Postać, która wyszła z pyłu wyglądała na dość zdenerwowaną, w dodatku przypominała poprzednie wcielenie Caleba. Błękitne oczy szybko przeskanowały pozostałe w pomieszczeniu osoby. Coś błysnęło w jego ręce i ruszył na Lelianę. Ta odwróciła się na pięcie i próbowała wybiec przez drzwi, lecz nie miała szans. Push-dagger uderzył cztery razy w okolicę nerek i zakończył piąte uderzenie w aortę szyjną.
Raven już miał wrzeszczeć, pomimo obrażeń, lecz spostrzegł, że osuwająca się ze śmiertelnych objęć Caleba postać nie przypomina Leliany. Nie przypominała też kobiety.
MC podniósł zagadkowe zwłoki za głowę i rzucił je na wyro Wrony, znacząc czerwienią tor lotu ciała.
- Czyż to nie ironiczne, że nietrafione zaklęcie naruszyło inne? To, co widzisz, to haker czasoprzestrzenny. Wielkie dzięki za sprowadzenie do naszego wypadu kilka setek takich.
Kurz już opadł. Na ścianie, przybity za czerep, wisiał nie Sölve, a jakiś gość w garniturku i masce V. Natomiast to, co w chwili obecnej krwawiło na wyrze Ravena też nie wyglądało najlepiej. Ot jakiś gruby gość z siwiejącą bródką i czarnej masce na oczy. Prócz maski nie miał niczego innego.
- Kiedy wy się tu zabawialiście ze sobą, prawdziwy ja, prawdziwy Sölve i prawdziwy Leiga szukaliśmy sposobu na powrót do naszych czasów. Okazało się, że to nie my przerzuciliśmy się w czasie, a wchłonął nas cybernetyczny bąbel czasoprzestrzenny. To, co nas otacza, to rzeczywistość wykreowana. Dlatego god mode nie działa. - Tu wskazał na obrażenia obu stalkerów.
- Ale jak... ona... - Nie mógł wyksztusić Raven. Ewidentnie zbierało mu się na wymioty.
Lenin ze swojego stanowiska chichotał w najlepsze, jęcząc i pomiałkując tylko czasem, gdy ze śmiechu zabolały go stłuczenia i rany.
- Ostatnią rzeczą, jaką zrobiłem przed zejściem do podziemi, było rozpoczęcie rozwałki pod Grunwaldem. Chyba nie muszę mówić, co to oznacza?
Nie oczekując odpowiedzi od skonsternowanego Ravena, czy pomiałkującego ze śmiechu Lenina, Caleb odwrócił się i wymaszerował przed kompleks.

Na placu panowała cisza. Słońce prażyło tylko jedną sylwetkę - istotę podobną do Dragunova. Po chwili brama kompleksu nr 326 wyleciała na kilka metrów w górę, a przez zrobione w taki sposób przejście wyszła postać identycznie podobna do tej opisanej sprzed chwili. Brama uderzyła o klepisko.
- Zastanawiałem się, kiedy wreszcie wyleziesz. Do tej pory było tu całkiem przyjemnie, a i nikt nie zorientował się o naszej obecności. Widziałem przed chwilą informacje o zfragpwaniu TruAnona56 i P3d0-B34rda. Double kill rzekłbym, lecz ze mną nie pójdzie ci tak łatwo.
Przez cały ten monolog Caleb szedł w kierunku oszusta. Zatrzymał się na pięć metrów od niego, przybrał znużoną minę i dał mu dokończyć.
- Ha! Nie ma niczego, co mógłbyś we mnie rzucić, bym ja nie mógł tego skontrować! Czytam cię jak otwartą książkę.
- I to wszystko chcesz mieć wyryte na nagrobku?
Caleb zmienił formę w trybie natychmiastowym na Neuro, po czym zaatakował wzmocnionym szponem. Cios jednak zgrzytnął o podobny szpon. Zionięcie ogniem - unik. Zmiana formy na Taokakę i atak pazurkami - znów blok.
W tym czasie na pole boju zaczęły wychodzić zawezwane przez Ravena istoty fantastyczne. Kilka łuków napięło się i wystrzeliło. Caleb odskoczył, lecz jedna strzała zawadziła o policzek, znacząc rozcięcie powoli wypływającą krwią. Akurat był w formie Kakuzu, lecz ciosy nicią tylko raz zawadziły o przeciwnika, nie wyrządzając mu praktycznie żadnych szkód.
Caleb syknął, przeistoczył się w Squalo i obracając się o 360 stopni nakreślił końcem katany okrąg. Gdy tylko manewr został zakończony, ze zwykłego rysunku na piasku zaczęła wydobywać się niebieska mgła. Nieprawdziwy Squalo przyjął pozycję obronną, lecz nic mu się nie działo. Nie można było jednak tego powiedzieć o istotach otaczających ich. Każdego, kogo dotknęła macka mgły, ksztusił się własną krwią zalewającą płuca i padał na ziemię. Ich iluzje opadły i zamiast krasnali, elfów i innych stworów w piachu leżeli pseudo-anonimi, kapitanowie ze Star Trecka, a nawet kilku furfagów.
- Załatwimy to raz na zawsze. Moja formą będzie ta, którą mam na forum. - Rzekł znudzony Caleb.
- Ha! Świetnie, w niej będziesz podatny na wszystko. Ta decyzja będzie twoją zgubą!
Obu przesłoniła błękitna mgła. Po chwili na placu dało się zobaczyć samotnego stalkera w stroju SEVA, trzymającego Jackhammera, lecz ani śladu kogo innego.
Znów przez moment nie było nic widać, lecz ci, to zdołali coś dostrzec, opisywali następujący obraz.
Gdy mgła rozwiała się, spośród niej wyszedł zwycięzca. Miał na sobie czarny garnitur z czerwonymi płomieniami i cylinder, a skóra jego miała błekitną barwę. Był to już znajomy widok w Laboratorium.
Na każdej częstotliwości mentalnej w promieniu 23 kilometrów dało słyszeć się wezwanie do broni Laborantów. Należało oczyścić "serwer" z hakerów przed powrotem do normalności. Tylko czy życie w Laboratorium kiedykolwiek było normalne?
There is nothing in this world worth believing in...
Obrazek
MCaleb
Tomorrow I'll...
Avatar użytkownika
Tark
 
Posty: 296
Podziękowań: 23
Poziom: 32
PD: 342/356
Dołączył(a): 29 mar 2008, o 22:08
Lokalizacja: Mars
Ulubiona broń: Swiss Time
Frakcja: Grzech
Lokacja: Jantar

Re: X-21

Postprzez Raven422 » 7 lut 2010, o 17:40

Raven miał tego dość. Popełniał wcześniej faile, ale ten był zbyt epicki, nawet jak na niego. Przekroczył granicę. Targały nim smutek, wstyd, ból tułowia i chęć mordu. Zeskoczył z łóżka szpitalnego, z niemałym trudem zwalając z siebie grubasa który chwile wcześniej był Lelianą, powyrywał wenflony. Idąc w samych bokserkach przez kompleks, ze spuszczoną głową co i rusz likwidował hakerów z pistoletu laserowego który zawsze ma ukryty w gaciach. Morrigan, Gandalf, Wiedźmin Geralt... Mimo iż byli iluzjami to i tak zabijanie ich sprawiało mu przykrość.
Szedł przez mhroczne korytarze odstrzeliwując iluzorycznych przyjaciół. Doszedł do własnego pokoju, wyje*ał drzwi z kopa, zrobił dziurę w ścianie Znakiem Aard, otworzył szafkę i wyjął swój zapasowy pancerz i broń. Kombinezon komandora statku "SSV Normandia" i Nailgun, to było coś czego teraz potrzebował. Założył hełm, zasunął w nim szybkę, uśmiechnął się krzywo i wyszedł na hol. Wyskoczyło na niego dwóch krasnoludów, trzy elfy, sześć mrocznych pomiotów i jeden gadający osioł. Krasnale i długouchy skończyły z okrągłymi i szerokimi na 2 cale dziurami w głowie, pomioty doskoczyły i próbowały ciachać. Poczuły moc biotycznego ramienia Ravena. Osioł wykorzystując zachwianie się Rowena skoczył na niego i już chciał gryźć, ale dostał tak zajepotężnego kopa w jajeczka, zapiszczał cicho i zmienił się w furfaga który nosił doczepiane królicze uszy.
Próbował sprawdzić ilu laborantów jest w stanie się zmobilizować do walki z hakerami. Inf, Mizzile, Strzelec i Nieznany, tylu z tych których odnalazł było zdolnych do walki. Weszli do auli w której koczowali "sprzymierzeńcy z fantasy" którzy połapali się ossochozi i zaczęli jak najlepiej wykorzystywać przybrane formy. Ale na marne były ich wysiłki, uzbrojeni po zęby laboranci szyli do nich z czego tylko mogli i umieli. Missile korzystał do bólu z wyrzutni rakiet AT-4, Nieznany rzucał nożami kunai z potrojoną szybkością miniguna, Inf używał właściwości swojego stroju miażdżąc głowy adwersarzy w walce wręcz, a Raven strzelał prawie na oślep z Nailguna. Rzeź, rzeź, rzeź. I jeszcze trochę rzezi. Większe zagrożenie sprawiał falsyfikat Borcha Trzy Kawki, ale gdy próbował szarży na laborantów dostał rakietą od Miśki prosto między oczki. Reszta potworów jakoś nie byłą specjalnie groźna. Elfy, krasnoludy, niziołki, mroczne pomioty czy inne zagadkowe, nienazwane jeszcze stworzenia padały jak muchy zmieniając się w ludzi spośrób których można było rozróżnić trzy rodzaje : furfagi, dziadkowie po 60 (najczęściej elfki) i nieogolone geeki w okularach jak denka od butelek.
-No, całkiem nam nieźle poszło. Spodziewałem się czegoś...
Nie dokończył, gdyż przez dach auli wleciał Arcydemon z Dragon Age'a. Zionąc ogniem byłby spalił Infa, gdyby nie jego kombinezon.
Laboranci skupili całą siłę ognia na smokopodobnej bestii. Po kilkudziesięciu sekundach "arczdimon" wyglądał bardziej jak arcyjeż ze skrzydłami. Infernal złapał go za czerep i rzucał sufit albo walił nim w podłogę. Bestia po 13 sekundach miała dosyć, wydawał ostatni dech.

Wyszli przed kompleks, z którego dochodziły jeszcze krzyki dobijanych hakerów. Bitwa byłą wygrana. Ale Raven zapłacił za to bardzo, bardzo słono. Wspomnienia analu z... czymś co miało przypominać Lelianę nie był najprzyjemniejsze. Poczuł też aluzję Caleba, poczucie winy praktycznie go zżerało. I przez to wszystko jeszcze się z Lenkiem pokłóciłem - nie wierzę, że to wszystko się stało... Ktoś usiadł na betonie koło niego. Byli to Stalk3r i Elektryk. Siedziąc bez słów spędzili tak prawie godzinę.

Raven nie mógł spać, targały nim koszmary. Wiedział, że musi odpokutować za swe czyny. W środku nocy ubrał się i poszedł do biura Caleba. Grzecznie zapukał, drzwi same się uchyliły. Wszedł, był tu pierwszy raz, nie wiedział, że sufit zamienił sie miejscami z podłogą. Padł plackiem na sufito-podłodze, ale zaraz został podniesiony, przez Caleba, nie w sensie fizycznym, admin użył siły woli. Kruczek z impetem przypie*dolił w ścianę, nie zdążył zajęczeć z bólu, już walnął o drugą.
-Widzę, że zrozumiałeś mój przekaz. Wiesz, że teraz, powinienem wyciągnąć ci bebechy przez ucho?
-Wiem-wyjęczał z wysiłkiem, moc Caleba ściskała mu tchawicę- oczekuję kary...
-Mam dość wymyślania kar. Znudziło mnie to, odkąd ukarałem Ropasiaka kilka postów wcześniej. Następny user który wpisze się do tego wątku wymyśli sposób w jaki odpokutujesz swoje czyny.
Uścisk puścił, Raven pomacał się po gardle. Jak nic będę miał problem z przełykaniem i mową przez miesiąc, jak nic...
-No już pójdę ci na rękę-rzekł ziewając admin- podejdź tu. No chodź, tym razem nie będę tobą walił o ściany.
Kruk podszedł, choć z niekrytą niechęcią. Gdy Caleb dotknął jego czoła, przed oczami pojawiły mu się obrazy. Leliana, anal, anal, Leliana, gruby gość z opaską na oczach, potwory z fantasy... bitwa pod Grunwaldem? O co tu chodzi, przecież ja...
Młody, czarnowłosy laborant zwalił się na ziemię z hukiem. Caleb uśmiechnął się złowieszczo, utworzył teleport do pokoju 422, wrzucił tam Ravena, a sam zasiadł za biurkiem.

Proszę tylko, nie przesadzajcie z tą karą. :E
Raven422
:DD
Avatar użytkownika
Ślepy Pies
 
Posty: 116
Podziękowań: 10
Poziom: 17
PD: 136/141
Dołączył(a): 26 sty 2009, o 22:06
Frakcja: Wolność
Lokacja: Jupiter

Re: X-21

Postprzez Nieznany » 7 lut 2010, o 18:49

Nz. tuż po bezproblemowym zasiekaniu Jagiełły rzucił się do ucieczki. Co prawda mógł zabić wszystkich jednym spojrzeniem, jednak nie chcąc zbytnio ingerować w nie swoje czasy, a przede wszystkim mając nadzieję na dobrą zabawę, postanowił odciągnąć część wojsk z pola bitwy i zająć się nimi gdzieś na spokojnie. Nim zaczął uciekać użył Kage Bunshin no Jutsu, którego nauczył się w świecie Naruto i zostawił na miejscu klona, na wypadek gdyby laboranci go potrzebowali. Plan się powodził. Jedna z polskich chorągwi ruszyła za Nieznańcem, on zaś spokojnie spoglądał na wrogów, a gdy Ci się zbliżyli, Nz. zaginał przestrzeń i jednym krokiem oddalał się od nich o kilkadziesiąt metrów- ciekawe, kiedy ta pogoń im się znudzi?- eNZetowi tak mocno owa myśl zaprzątnęła głowę, iż nieopatrznie „troszeczkę” za bardzo zagiął przestrzeń i wylądował ryjem na budowli z czerwonej cegły. Po odklejeniu się od owej pionowej powierzchni, Nieznany zorientował się, iż była to baszta.
- Co to je tu tera?!- spytał sam siebie z wielkim oburzeniem w dialekcie wsiokowym.
- Was?- usłyszał niespodziewanie nad sobą.
- No was ist das?!- Nieznany rzucił swoim nieokiełznanym niemieckim w kierunku tajemniczego rozmówcy, nie mógł go jednak dojrzeć, gdyż dopiero teraz uderzenie w mur dało o sobie znać, przyćmiewając cały obraz.
- Es ist ein Turm.
- Tyle to i ja wiem! Wo bin ich?
- In die Marienburg- na te słowa Nieznany potrząsnął głową, rozejrzał się dookoła i, jak szybko się zorientował, rzeczywiście był w Malborku. Po owym stwierdzeniu, jedyne co zdołał wypowiedzieć, a raczej z siebie wykrzyczeć, to bardzo emocjonalne i donośne „szaaaaaaajzeeee!”. Zaraz potem zza rogu wyłonił się zbrojny oddział Krzyżaków, którzy nie wyglądali miło – na Eris! Na pewno uznają mnie za czarownicę i zechcą spalić!- przygnębiało go to o tyle, że po uderzeniu w basztę Oczka nie za bardzo chciały działać. Nz. zaczął uciekać ile sił w dupie do machania nogami i zapewne zdołałby zbiec przed opancerzonym oddziałem, gdyby nie wpadł w ślepą uliczkę. Zaczął intensywnie myśleć o jakimkolwiek wyjściu z sytuacji i wtedy się stało... jego mózg uległ przegrzaniu całą tą sytuacją i Nieznaniec osunął się na ziemię. Ostatnie co widział to Krzyżak zbierający go z ziemi.
Nz. obudził się w wielkim łożu. Ujrzał obok siebie jegomościa, o którym od razu pomyślał „wielka szycha w tym burdelu”. Krzyżak zaczął przemawiać, jednak Nieznany mało co rozumiał z niemieckiego, więc wykorzystał moc Oczu (która wróciła w trakcie snu), by bezpośrednio poznawać myśli rozmówcy. Okazało się, iż wieści nawet w średniowieczu szybko się roznoszą, a najwyższe władze Zakonu wiedzą już zarówno o śmierci króla polski, jak i swego wielkiego mistrza. Wiedziano też kto odpowiada za śmierć Jagiełły. Wszyscy byli tak zachwyceni tym wyczynem, że postanowiono złożyć Nieznanemu propozycję zostania nowym wielkim mistrzem Zakonu. Spodobało się to bardzo naszemu Nieznańcowi, który bez wahania się zgodził. Od razu
została wydana wielka uczta na jego cześć. Nz. niemiłosiernie się opił, zbudził się dopiero następnego dnia we wczesnych godzinach popołudniowych. Odwiedził go brat Gotfryd, który oznajmił, że Nieznany musi się ochrzcić i przyjąć inne sakramenty, które do tej pory były dla niego niepojęte i przerażające. Nie chciał tego, jednak perspektywa zostania wielkim mistrzem była zbyt kusząca. Kilka godzin później uroczystość się zaczęła, gdy tylko poczuł na sobie wodę, którą wszyscy dookoła niego nazywali, jak usłyszał Nieznany, „wodą świeconą” poczuł pieczenie na całej skórze, myślał że się usmaży, a już na 100% był pewien, że Krzyżacy uznają go za diabła. Zaczął głośno wrzeszczeć i wtedy się... obudził- uff, to był tylko sen...- Nz. uświadomił sobie, że śnił od omdlenia po przegrzaniu mózgu- zaraz, zaraz, ale dalej mi ciepło... i coś tu się piecze...- zorientował się, że wisi przywiązany do pala, a gdy spojrzał na ziemię ujrzał palący się stos- ja pierdolę w dupę! Więc jednak chcą mnie spalić! Aaaaaaahhhh!- wrzeszczał Nieznany myśląc „co robić?! Co robić?!” i nagle doznał olśnienia- wiem! Użyję Oczek!- zrobił jak powiedział i teleportował się w niewiadomym kierunku. Szczęśliwie wylądował blisko pola bitwy i X-21, tuż pod stopami swego mistrza, który zdążył już zorientować się co się tu wyprawia.
- Nieznany! Co Wy tu znowu do cholery robicie!
- Zabawiamy się szefie, to średniowiecze! Czas palenia, mordowania i gwałcenia! To które z tych trzech rzeczy wybierasz najsampierw?
- To nie żadne średniowiecze, ino rzeczywistość wytworzona na skutek błędu na linii czasoprzestrzennej, z którą trzeba obchodzić się jak z jajkiem, bo zagraża światu realnemu, a Wy tu urządzacie sobie analne orgie!- mistrz Nz. był naprawdę wściekły.
- Kiedy to nie moja wina! To jak zwykle...
- Cii- mistrz przerwał wypowiedź swego ucznia- oczywiście, że to Twoja wina, masz swoją moc po to, aby nie pozwolić, by doprowadzono do takiej sytuacji! A teraz zajmiesz się nimi!- tu wskazał na ostatnie niedobitki hakerów, które cały czas stały otaczając rozmówców- nie mam zamiaru sprzątać Twoich brudów!
Nieznany niechętnie spojrzał na oddział stojący na dwunastej, co oznaczało kres ich życia. Na miejscu, gdzie stała dotąd około setka ludzi, była teraz masa mięsa, która kąpała się w hektolitrach świeżej krwi. Nieznany wstał i otrzepał się z pyłu, gdy nagle zobaczył atakującego z lewej jednego z przeciwników. Nie zdążył odwrócić głowy, jednak zdążył przenieść się za wroga i złapać go. Tymczasem mistrz, delektował się nowym chapterem „Naruto”, którego czytaniem zaraził go jego jedyny uczeń. Nieznany kopnął schwytanego oponenta w plecy i wysłał go do Nicości. Nagle przez pierś Nieznanego przeszedł wielki bagnet. Z ust Nieznańca zaczęła ściekać krew, a jego mistrz wydobył z siebie „Nie, jak to możliwe...!”, Nieznany upadł na ziemię i zaczął się wykrwawiać. Jego mistrz otworzył kolejną stronę mangi.
- Jak to możliwe! Jak Danzo mógł tak dać się podejść Sasuke?!- za mistrzem otworzył się tunel, z którego wyszedł... Nieznany.
- Taka ta manga już jest mistrzu. Emo-king zawsze wygrywa, nie trzeba tak tego przeżywać!- rzekł przybyły, zaś wszyscy wrogowie ze zdumieniem na niego spojrzeli, a ten który go pokonał wykrztusił:
- Jak to możliwe, zabiłem Cię!
- Ach, to. To prawda, ale ja przecież istnieje w kilku czasoprzestrzeniach jednocześnie... dopóki nie zabijesz „mnie wszystkich” będę żył i będę mógł się nieustannie duplikować. A teraz, możecie się wszyscy pożegnać...

23 sekundy później.

- Nieznany! To był niesamowity chapter!
- Wiem mistrzu! BTW. Skoczyłem robotę, mogę zmykać?
- Tak, tak. Tylko odnajdź tego, który sprowadził tu tych czasowych bandytów i daj mu jakąś karę!
- Jasne sir, co pan każe!
Nieznany wrócił do kompleksu i z łatwością namierzył winowajce, którym był Rowen. Nz. zaczął kombinować nad karą i w końcu zdecydował. Wysłał Ravena na kilka dni, przy pomocy Oczek oczywiście, do Krainy Wiecznego... Analu!
Obrazek
Nieznany
New California Ranger
Avatar użytkownika
Rodent
 
Posty: 67
Podziękowań: 6
Poziom: 11
PD: 79/81
Dołączył(a): 20 mar 2008, o 23:48
Lokalizacja: New Vegas
Frakcja: Wolność
Lokacja: Wysypisko

Re: X-21

Postprzez Stalk3r » 9 lut 2010, o 02:43

Po tym całym burdelu Leeter tylko uderzał łbem w ścianę z przeciążenia. Nie mógł tego wszystkiego ogarnąć. Tyle ostatnio się wydarzyło...
- To jak, skończyliśmy ze średniowieczem?
- Koniec? Chyba tak.
Cały czas do siebie mówił. No, ale nieważne. Po jakimś tam czasie wyszedł ze swojego zdemolowanego pokoju. Przy okazji wystrzelał magazynek ze swojego STG44 w komputer Strzelca, a następnie wrzucił parę granatów trzonkowych do jego pokoju. W końcu trzeba było posprzątać. Chyba wyparował, w ogóle się nie udziela. Może to go poruszy. Roztargniony Haruhista wrócił jeszcze po parę przedmiotów na wszelki wypadek. Wyciągał różne przedmioty, przeróżne. Mówiąc ciągle do siebie:
- Dodatkowa amunicja? Biorę. Mundurek do cosplayu? Na ch*ja pana? Trans-bransoletka? Skąd ona się tu wzięła? Widziałem to gdzieś, chyba w jakimś filmie... Też się przyda. Resztę chyba mam... - mówił do siebie jak wariat. Skutki całego tego bałaganu.

Wychodził już pewnie zamykając za sobą drzwi. Po chwili zauważył Nieznanego. Wystarczyła chwila do namysłu i dopadło go zaskoczenie (cóż za tempo!).
- Kim on do cholery był... a już wiem. Chyba. - myślał i myślał. W końcu podbiegł do niego i spytał się co zrobił z Ravenem.
- Co zrobiłeś Ravenowi, pogłoski głoszą, że go wysłałeś do Krainy... Jak ona się zwała?
- Kraina Wiecznego Analu. Zasłużył i zapewne ma się dobrze. - śmiejąc się.
- Z czego się tak śmiejesz? To nic śmiesznego! Trzeba go stamtąd wyciągnąć. Możesz mnie tam wysłać, ale dopiero za jakiś czas. - Leeter paplał jak najęty.
- Spokojnie, spokojnie... Nie raczej tego nie zrobię, niby po co? - odpowiedział Nieznaniec.
- Muszę go stamtąd wyciągnąć! Nie wiadomo co mu tam robią! Tylko muszę zebrać grupę na tą wyprawę... To jak wyślesz mnie tam?
- Nie, nie chcę. Potem będę mieć kłopoty przez to. MC mnie chyba ubije za to. - odpowiedział zdenerwowany Nieznany.
W tym momencie Stalk3r w akcie desperacji założył trans-bransoletkę i przemienił się w kobietę. Po chwili Nieznany ujrzał zgrabniejsze kształty ciała i nie mogąc się otrząsnąć z zaskoczenia nic nie mógł wypaplać. Aż wreszcie cały burdel po przemianie przeminął. Fantom jeszcze długo patrzył się na kobietę w mundurku szkolnym. Po chwili Leeter odpowiedział:
- Ocipiałeś czy co? - zapytała kobieta.
- G-gdzi-ie jest Stalk3r? - wypaplał Nieznany.
- W dupie do ku*wy nędzy! To ja! - odpowiedział zdenerwowany.
- No dobra, o co Ci chodzi!?
- O nic, jasne, że o wysłanie mnie do Krainy Wiecznego Ana-luuuu.
- Pomyślę. - patrząc się na piersi Leetera.
- Gdzie się patrzysz świntuchu? Chcę odpowiedzi, dokładniej, a nie żadne "pomyślę".
- Dobra, dobra. Myślisz, że tak łatwo opanować się po ujrzeniu takiej przemiany? Wyślę Cię, ale jeśli MC dowie się to wpierdol dostaniesz ty! Idź szukać grupy, a następnie przyjdź do mnie. Sam sobie tam nie poradzisz. - odpowiedział dalej patrząc się na piersi Stalk3ra.
- Niech będzie, idę. I nie patrz się tak na mnie, to krępujące!

Idąc korytarzem myślał kogo by wziąć na taką wyprawę przyzwyczajając się do swojej nowej postaci. W końcu może zmieniać swoją płeć kiedy mu się zechce. Jednak trudno było mu przyzwyczaić się, długo się jeszcze obmacywał co wyglądało co najmniej dziwnie. Akurat zobaczył Ropasiaka. Podszedł do niego krzycząc:
- Choooodź tutaj Ropasiak! Jest sprawa.
- Co-o jest? Kim jesteś? Skądś cię znam, masz broń Stalk3ra! Co z nim zrobiłaś!?
- To ja idioto. Chyba będę musiał(a) przedstawiać się, bo jak tak dalej pójdzie to będę brany(a) za intruza. Jeśli dalej nie wierzysz to powiem coś co powinno ci mnie przypominać: Hare Hare Yukai!
- Dobra, jesteś w miarę przekonująca czy przekonujący, sam nie wiem. O co chodzi?
- Zbieram grupę na wyprawę do Krainy Wiecznego Analu.
- Sama nazwa jest przekonująca, idę z Tobą!
- Dobrze, a więc chodźmy. To nie będzie łatwa i przyjemna podróż.
Już idąc w grupie śmiało, a może nie. Leeter szukał następnych ofiar czy tam ochotników. Niepotrzebne skreślić. Wypatrzył Najemnika, a może Najemniczkę albo Marcusa!? Nie wiadomo. Ważne, że osoba odpowiednia. Pędząc w stronę N32, Ropasiak ledwo nadążał za transem. Wykrzykiwał:
- To ja Stalk3r! Nie uciekaj!
- Cooo ku*wa? Jak? - odpowiedział przerażony Najemnik.
- Tak k*rwaa! Nie mam ochoty Ci odpowiadać jak to się stało. Po szczegóły idź do Nieznanego. Powiem jeszcze jedno: All Hail Suzumiya Haruhi. Żebyś był przekonany, że to ja.
- No dobra, dobra. Wierzę. O co dokładnie chodzi? - patrząc na zgrabne nogi Leetera.
- NA CO SIĘ TAK GAPISZ? Następny. Nieznany dokładnie to samo robił! Ropasiak tylko umiał się opanować, nie wstyd wam? Chodzi o trudną wyprawę do Krainy Wiecznego Analu. Właśnie zbieram ekipę jak na razie widzisz tylko Ropasiaka i mnie. TO na razie cała grupa, to jak piszesz się na to? Zapłacę jeśli trzeba. Pasuje Ci Edycja Kolekcjonerska Mass Effect 2? Jeśli to dopłacę czym tam chcesz jeszcze...
- Pasuje mi to, ale dopłata by się przydała. Potem to uzgodnimy.
- A więc dobrze, chodźmy. Idziemy do Nieznanego żeby nas wysłał do Krainy Wieeecznego Analuuuu.
Szli i szli aż doszli do Nieznańca. Jednak odpowiedział im, że to za mało osób jak na taką wyprawę. Leeter jednak odnalazł w swoim mundurku dziwny bilet na którym było napisane coś po niemiecku. Przeczytał tłumacząc całość na głos:
- Jeśli będzie potrzebna pomoc, zniszcz bilet podpalając go.
Stalk3r wyjął szybko benzynową zapalniczkę z charakterystycznym znakiem, orłem III Rzeszy. Następnie podpalił i zobaczył jak przed nimi pojawia się paru mężczyzn (dokładniej czterech) w mundurach SS z roku 44 w kamuflażu jesiennym. Byli to żołnierze z dywizji SS Totenkopf! Fan 1337 szybko zaczął gadać o całej wyprawie i zdecydowali się bez zastanowienia i żadnych umów czy wynagrodzenia. Nieznany i cała reszta tylko podrapali się po głowie z wyrazem twarzy "O co biegaa?". Nieznany powiedział, że mają tylko tyle i tyle czasu, ale nikt na te głupoty nie zwracał uwagi. Potem spytali się jak wrócą znowu do laboratorium X-21, wręczył im thajemniczyy zwój (jak to mrocznie brzmi) który po zerwaniu pieczęci pozwalał na powrót. Nieznaniec czy jak wolicie fan Naruto wysłał całą ekipę do Khrainy Whiecznego Anhalu!

Po paru godzinach teleportacji cała grupa w końcu dotarła na miejsce. Ujrzeli niewiarygodnie odrażające widoki. Do świata słońce nie dochodziło i było pokryte mhroczną aurą. Wszystko wydawało się tutaj co najmniej dziwne. Przedmioty wisiały w powietrzu, a cała reszta była jakby na odwrót niż w normalnym znanym im świecie. W końcu spotkali Analne Demony dymające (wiadomo gdzie) zwłoki anonimowych nieszczęśników. Wszyscy rzucili się z rykiem na potwory ostrzeliwując je jak tylko się dało. Grupa żołnierzy z SS próbowała taktycznych sztuczek. Cała reszta gnała przed siebie strzelając w łby, które trudno było nazwać chociaż pyskami. Wyglądały jak zwykłe pośladki. Po całym zamieszaniu i ubiciu potworów cała grupa gadała jak najęta:
- Co to było!? To było odrażające! - powiedział jeden żołnierzy SS.
- Niezłe gówno, teraz trzeba poszukać Ravena. - odpowiedział Leeter.
- No dobra, ale gdzie? I jak? - zapytał Najemnik.
- Poszukamy, nie mamy wyjścia.
- Ropasiak, nie gubisz się? Podoba Ci się tutaj? - zapytał Najemnik.
- Nie! Tylko nazwa była fajna, chcę do domu!
- Nie ma teraz odwrotu, czas szukać Ravena.

Jak to poważnie zabrzmiało! Po dalszej wędrówce zabijając oddziały paskudnych demonów odnaleźli budynek w którym usłyszeli znajomy głos, a raczej krzyki dobiegające z budynku. Otwierając drzwi ujrzeli następne oddziały potworów (odkrywcze, prawda?). Idąc po trupach znaleźli zwłoki następnych nieszczęśników (którzy przypominali paru zbanowanych z X-21). Aż w końcu znaleźli Ravena w ciężkim stanie ostrzeliwującego się z Nailguna w swoim zajebiściemocnymiwogólepancerzu. Super armorze z przyszłości. Leeterka krzyczała do Ravena jak i reszta grupy:
- Raveeen! Tutaj! Równe chopy z X-21!
- Co to za kobieta!? Co to za żołnierze SS!? To jakieś żarty? - odpowiedział.
- Baka, to ja. Stalk3r, a i to ja przysłałam tych żołnierzy. To moja nowa trans-bransoletka. Później wszystko Ci opowiem ze szczegółami.

Inni tylko potwierdzili, że to sam Leeter. W końcu się przekonał co do kobiety. W końcu nadeszła nowa fala demonów którą szybko się zajęli. Po ubiciu demonów zdecydowali teleportować się, jednak Leeterka przypomniała sobie o czymś. Na zwoju było napisane, że może zabrać tylko 3 osoby. Jednak przypomnieli sobie jak Raven jest w ciężkim stanie, przywrócili go do odpowiedniego stanu dzięki maszynie którą Najemnik kupił na allegro. Urządzenie pochodziło ze świata Mass Effect 2. Po chwili Stalk3r, Raven i Najemnik uzgodnili, że to oni teleportują się zostawiając tam paru panów z SS jak i samego Ropasiaka. Cichaczem podeszli do Ropasiaka łapiąc go. Wrzucili go do okolicznej klatki i zatrzasnęli ją wrzucając trochę żarcia i zapas yiffu na płytach DVD.
- Nie martw się Ropasiak! Nieznany za jakiś czas przyjdzie po Ciebie jak będzie miał na to ochotę. - wykrzyczała fanka 1337.
- No, a co zrobimy z żołnierzami SS? - zapytał Raven.
- Zaraz zobaczysz. - odpowiedziała Leeterka, ładując nowy magazynek do STG44.

W tym właśnie momencie strzelił po kolei każdemu w łeb. Zdejmując przy okazji z jednego mundur i kradnąc mu papierosy, listy i odznaczenia. Raven i Najemnik popatrzyli się na Haruhistkę jak na psychopatkę. Otrzepując się i wymieniając magazynek w STG44 oświadczyła, że chyba już czas na teleportację do X-21. Zgodzili się bez zwlekania. Po powrocie grupa usłyszała od Nieznanego, że będą mieli kłopoty...
Stalk3r

Rodent
 
Posty: 66
Podziękowań: 6
Poziom: 11
PD: 78/81
Dołączył(a): 29 mar 2008, o 23:28
Lokalizacja: Ra(n)dom City
Ulubiona broń: STG 44
Frakcja: Samotnicy
Lokacja: Jantar

Re: X-21

Postprzez Ropasiak » 10 lut 2010, o 13:14

Ropasiak siedział w tej klatce i myślał na głos:
- Kurwa mać! Chuje nawet nie zostawiły mi bety Bad Company 2! Ach... przecież oni nawet nie wiedzą, że ostatnio polubiłem anal, tylko jest jeden problem. Anal lubię uprawiać z ładną fajną kobietą... I dlaczego Oni popatrzyli na Stalk3ra jak na psychopatę? Przecież to normalna praktyka III Rzeszy. Ech... na oglądałem się tego na filmach o II Wojnie światowej.
Siedział tak może 5 minut i nagle za wzgórza wyłonił się wielki obrzydiliwy potwór, który chyba chciał go zgwałcić.
- Jestem w dupie. - pomyślał Ropasiak
I zapewne byłby w dupie gdyby nie to, że coś ogłuszyło go od tyłu. Ropas stracił przytomność. Odzyskał ją w jakimś domu, otwozrył oczy i zobaczył młodą 16-to letnią ładną dziewczyne. Miał wykrzyknąć:
- Co to kurwa jest?!
Gdyby nie to, że ona tam była.
- Hej... to ty uratowałaś mi życie? - leżąc na łóżku spytał Ropas

[Ta historyjka idzie dalej niż to, a spowodowana została tym, że umysł Ropasa wolał zacząć śnić i oddzielić się od koszmarów rzeczywistości]
Obrazek
Ropasiak
Starszy sierżant
Avatar użytkownika
Rodent
 
Posty: 59
Podziękowań: 5
Poziom: 10
PD: 69/72
Dołączył(a): 2 mar 2009, o 23:03
Lokalizacja: Grodzisk Mazowiecki
Ulubiona broń: M249 SAW
Frakcja: Wolność
Lokacja: Bar

Re: X-21

Postprzez MCaleb » 11 lut 2010, o 00:40



- Skoro skończyłeś mieć mokre sny, to radzę zająć miejsce w szeregu.
Na dźwięk tych twardych słów, przypominających szczęk krzyżowanych mieczy, Ropasiak natychmiast zerwał się na równe nogi. Zerwał się i wpadł na stojącego obok Nieznanego, omal go nie przewracając, a sam poleciał do tyłu i kalpnął na tyłek. Po całym kompleksie rozszedł się opętańczy krzyk Ropasa, gdy poczuł czemu Kraina Wiecznego Analu zawdzięcza swoją nazwę.
Gdy tylko skończył, rozejrzał się po otoczeniu załzawionymi oczyma. Był w jakiejś auli, najprawdopodobniej należącej do kompleksu laboratoryjnego X-21. Przed nim stała postać ubrana w czarny garnitur, obszyty w niektórych miejscach fakturą przypominającą płomienie. Miał błękitną karnację, niebieskie włosy i świdrujące oczy w kolorze dodgerblue. Mimo iż nie widział Caleba w tej postaci ostatnim razem, podświadomość lub mentalna wizytówka Nekrosa mu o tym mówiły.
Obok niego w karnym szeregu stali kolejno: Nieznany, Najemnik, Raaven oraz jakaś sylwetka z boku ubrana w czarny płaszcz.
Wpierw przypatrzył się kolegom, którzy przedstawiali sobą obraz nędzy i rozpaczy. Zadrapania, siniaki, podkrążone oczy i rozdarte kombinezony były świadectwem niezbyt przyjemnego traktowania. Świeże ranki wskazywały na niedawne niezbyt przyjemne traktowanie.
Gdy Ropas wreszcie wstał i zogniskował wzrok na jeszcze niezidentyfikowanej postaci, zobaczył młodą dziewczynę ubraną w płaszcz SS-mana. Nie wyglądało na to, by miała cokolwiek innego na sobie. Tłumaczyłoby to rumieniec na jej twarzy i zaciśnięte piątki na połach płaszcza.
Nekromanta zauważył jego zadziwiony i lekko łapczywy wzrok, który Ropas kierował w stronę białogłowy i powiedział spokojnie:
- Jeżeli nie poznajesz, to jest Stalk3r. Nie wiedział co bierze na siebie, gdy zmieniał formę na kobietę z anime. Zadziałała żelazna zasada hentai - jeżeli cokolwiek się [tu Raven zadrżał] dzieje, bohaterka traci swe ubranie.
Wspomniany stalker schował tylko bardziej głowę w ramiona.

- Zebrałem was tu przede wszystkim ze wzgędu na to, co odpierdalacie w X-21. Sam też jestem temu winien, nie przeczę, lecz nigdy nie posunąłem się [dreszcze Ravena] do tak haniebnego czynu, jaki wy uczyniliście. Nie wnikam którzy z was uczynili to świadomie, a którzy pod przymusem. Dlatego ogłaszam, że nie mogę zezwolić na zwiększanie tej turpistycznej groteski w X-21. Nie, bo nie takie były nasze założenia.
Podczas tej przemowy sześć par oczu wbita była w podłogę, pod jedną płonęły rumieńce, a jedna załzawiona rozglądała się po otoczeniu.
- Dlatego też uważam, że kierunek rozwoju naszego laboratorium skieruje się [Raven jęknął] znów w stronę złotego absurdu.
Mówiąc to wyciągnął zza pleców jakiś kartonik i cisnął go w rząd stalkerów. Pękł w połowie drogi i wszyscy czterej zostali obsypani cukrem pudrem.
- Następne odstępstwa od nienormalności zaowocują wytarmoszeniem za uszy, posypaniem solą i obtoczeniem w sosie sojowym. Oczywiście trochę powagi nam nie zaszkodzi, a nawet doda trochę urozmaicenia, lecz zbytnie masakry proponowałbym pozostawić sobie na czas nieokreślony. A przynajmniej obecnie prawie nieokreślony. Nawet nienakreślony.
Odpowiedziało milczenie.
- Zrozumiano? - Spytał więc, już spokojnie.
- Taje. Sir.
- Uno momento.
- Urgh? Argh!
- O, moja dupa...
Zadowolony z rezultatu, Caleb wyciągnął skądś czerwoną smycz i powiedział:
- Bardzo dobrze, spocznij, panowie. Swoją karę już otrzymaliście - Nieznany zakaz przenoszenia czegokolwiek pomiędzy wymiarami, łącznie z sobą; Najemnik standardowe obicie; Raven - wyzwalacz wspomnień z Leilają, czy jak jej tam, gdy tylko usłyszy "się" [ryk Ravena]; Ropasiak ukarany został już przez anal demony, a Stalk3r...
Mówiąc to przypiął smycz do obroży Leetera.
- Dla Stal3ra mam inne zajęcie. - Rzekł z uśmiechem - Caerbannog potrzebuje masażu skoków. Poza tym wygląda na to, że stracił swą bransoletkę, a przemiana pozostała.
Jeszcze raz popatrzył na usmarowanych cukrem pudrem stalkerów i wyszedł ciągnąc za sobą Leetera.
Po chwil wahania i reszta wyszła z auli głównymi drzwiami, postękując lekko. A najbardziej postękiwał Ropasiak, idąc jak kowboj.

Gdy tylko echa ich kroków przebrzmiały, wśród sterty rupieci przy drzwiach łepek swój wychylił purpurowy pingwin.
Za post podziękowali: Stalk3r
There is nothing in this world worth believing in...
Obrazek
MCaleb
Tomorrow I'll...
Avatar użytkownika
Tark
 
Posty: 296
Podziękowań: 23
Poziom: 32
PD: 342/356
Dołączył(a): 29 mar 2008, o 22:08
Lokalizacja: Mars
Ulubiona broń: Swiss Time
Frakcja: Grzech
Lokacja: Jantar

Re: X-21

Postprzez Towarzysz Le Nin » 11 lut 2010, o 02:35

Lenin popatrzył na niebo. Było czyste i niezmącone chmurami, pyłem ani efektem cieplarnianym. Caleb dał znak. Ci członkowie personelu którzy akurat nie musieli wykonywać pewnych pracy w trzewiach kompleksu, a mogli oglądać widowisko, założyli gogle. Dopięły się kombinezony ochronne, jeśli ktoś miał taką potrzebę, za to inni według potrzeb zdążyli spisać testamenty lub kończyli konsumować torlileadorsini na słodko po kazachstańsku.
Opadła dźwignia w niewielkim, żółtym urządzeniu przypominającym hydrant rodem z kreskówki. A niebo zmieniło kolor.

Epicki blowout rozbrzmiał nad całą okolicą. Ziemia zatrzęsła się tak, że kury w kurnikach okolicznych chłopów zaczęły znosić jajka Faberge wypełnione ryżem, a dzięki radiacji krowy zmieniły kolor. W ten sposób co prawda powstała m. in. krówka Milka, ale historia nie zdążyła zanotować tego faktu. Bez żalu ze strony chcących zachować tajemniczość i anonimowość laborantów. Charakterystyczne odgłosy pozwalały każdemu członkowi personelu twierdzić, iż sąsiad uwolnił swoją moc. Co w języku ludzi pracy, lecz tych nieco bardziej kulturalnych i obdarzonych pewnym poczuciem humoru nazywane jest puszczeniem bąka. Nie była to jednak uwalniana moc któregokolwiek z laborantów, lecz efekt pękania bąbla czasoprzestrzennego. Zwarcie ciągle naruszało strukturę anomalii, dzięki czemu, jak na ogromnym ekranie, laboranci mogli dojrzeć ukochaną Zonę. Cukier puder, zmieszany z saletrą amonową zaczął się już kończyć, i nikt nie był pewien czy maszynka do blowoutów nie przerwie już niemal dokończonego procesu. Albo przez wykończenie paliwa, albo przez przepalenie własnych obwodów. Ostatecznie uderzył ostatni wstrząs zwarcia. Ogromna ilość energii przewróciła większość zgromadzonych na dziedzińcu laboratorium. Mogli już jednak z całą pewnością (co oznaczało dokładnie 1023%) stwierdzić, że znajdują się w Zonie we współczesnych sobie czasach. Natomiast maszynka do blowoutów eksplodowała, zalewając wszystkich deszczem wikolu wzmocnionego cukrem z saletrą.
- Ramen! - Obwieścił Dyskordiański Papież Wodorostów, a wszyscy inni powtórzyli. Następnie rozeszli się, aby pozbyć się z siebie białej mieszaniny która zaczynała już zastygać.
- Aj, bladź, dobrze zrobili ci, którzy obrali kombinezony... czyszczenie futra i oporządzenia z tego zajmie mi wieki! - Towarzysz zwrócił się do Kontrolera.
- Ja mam nieco mniej problemu - odpowiedział mutant, wyglądający jak noworosyjska reklama mleka skondensowanego. Ale ten tutaj to ma dopiero wała! - Tutaj Kontroler wskazał na człapiącego laboranta przypominającego po mistrzowsku ulepionego bałwana. Dzięki natychmiastowemu powrotowi do zasięgu pracy Monolitu Lenek od razu wyczuł że pod grubą skorupą czai się nikt inny, jak Strzelec. Antropomorficzny kocur od razu zaproponował sąsiedzką pomoc, a nie mogący odpowiedzieć zabrudzony laborant był skazany na łaskę i niełaskę bolszewika. Ten, z drobną pomocą Kontrolera zaciągnął go do najbliższej ich pięter łaźni, gdzie ustawił bałwanka pod ścianą. Wziął do rąk prądownicę "polewaczki" i chlusnął strumieniem cieczy w Strzelca.
Całe pomieszczenie zapachniało śliwowicą.
- Widzisz, Czarnogórska Przepalanka nie rozwiązuje problemów. Z drugiej strony, mleko takoż nie... - powiedział Lenin. Ale może zwykła woda pomoże. Drugi strumień rzeczywiście rozbił twardą już skorupę, dzięki czemu Strzelec mógł się wyswobodzić. Lenin mógłby przysiąc, że gdyby striełok był kotem, to właśnie by na niego prychnął. Jednak na sali znajdował się tylko jeden kot. Odeszli z Kontrolerem na swoje piętro, aby nie zakłócać koledze prywatności. Usiedli obaj w pokoju Lenina, wyjęli karty i zaczęli grać, popijając Kozaka-niedopitkę. Długo nie grali, ponieważ jeden oczami drugiego widzieli karty przeciwnika, stąd gra nie miała sensu. Postanowili zagrać więc, tradycyjnie, w grę komputerową. Lenin zajął tradycyjne miejsce przy terminalu X-21 1338 a Kontroler rozwalił się z dodatkowym kontrolerem (ironia, prawda?) na kanapie. Lenin już wczytywał ostatni zapis w nowej części DeadZone. W pewnym momencie zaćmił ich purpurowy efekt Mózgozwęglacza, gdy nagle obudowa 1338 rozwarła się z potwornym hukiem.
- rzucili gracze.
Ze środka wyskoczył purpurowy pingwin. Poczłapał w kierunku uchylonych drzwi, a Lenin z Kontrolerem spojrzeli po sobie zaskoczeni. Zaskoczeni do tego stopnia, iż nie byli w stanie gonić nielota. Będąc szczerym, prędzej mogli się spodziewać Hiszpańskiej Inkwizycji.
- Lenek, przeszedłeś na Linuksa czy jak? - zapytał tylko Kontroler.
- Nie. I dlatego nie mam zielonego pojęcia skąd on się tam wziął. Chociaż słyszałem o pingwinie który siedział w lodówce... -odpowiedział Lenin, zamyślając się. Wstał i zamknął od niechcenia swój elitarny sprzęt.
- Graj. - odpowiedział Kontroler, gdy pasek ładowania osiągnął 100%.
Obrazek
Towarzysz Le Nin
Veil Analrapist
Avatar użytkownika
Poltergeist
 
Posty: 461
Podziękowań: 21
Poziom: 40
PD: 503/513
Dołączył(a): 29 mar 2008, o 21:50
Ulubiona broń: Vuvuzela
Frakcja: Monolit

Re: X-21

Postprzez Sith » 1 kwi 2010, o 00:37

- REZERWACJA! -

Pewnie i tak nikt nic nie napisze do tego czasu no ale zawsze lepiej poinformować. Więc rezerwuję temat do 4 kwietnia, wtedy poznacie pewną dłuższą historyjkę, którą piszę i nie chciałbym żeby mi zrobiono tutaj jakiś czasoprzestrzenny galimatias.

Więc do zobaczenia w następnym odcinku serialu telenowotworycznego
"X-21 - Groteska, SVN czy Lenek?".

Niech Zombi Kropek będzie z wami! :E
Obrazek
Sith
Silient Assasin
Avatar użytkownika
Fantom
 
Posty: 128
Podziękowań: 8
Poziom: 18
PD: 144/152
Dołączył(a): 23 mar 2008, o 21:29
Lokalizacja: A taka mieścina na pograniczu Śląska i Opolskiego :D
Ulubiona broń: OC-14 Groza
Frakcja: Wolność
Lokacja: Podziemia Jupiteru

Re: X-21

Postprzez Sith » 4 kwi 2010, o 21:57

Było to 4 kwietnia roku pańskiego dwa tysiące któregoś. Po ostatnich wyprawach czasowych nikt nie był pewien który dokładnie rok to był. Jedni twierdzili że 2010, inni, że 2012 i lada chwila nastąpi koniec świata. Nikt nie był pewien tego pewien . Powszechnie wiadomo było jednak, że zbliża się rocznica wielkiego blowoutu. Ten dzień, był świętem. Dzień, w którym narodziło się Labolatorium X-21. Dzień, dzięki któremu wszyscy laboranci mogli spotkać się w tym niesamowitym i zwariowanym miejscu. Każdy jakoś się przygotowywał. Naczelny bolszewik – Towarzysz Lenek veil Analrapist poświęcił nawet rape time by przygotować swoją niespodziankę. Zawieszono wojny prowadzone przez X-21. Sith postanowił tego dnia odwiedzić reaktor. Dawno tam nie był. Coś ciągnęło go w tamtą stronę. Czuł, że tego dnia coś się wydarzy. Coś, co zmieni jego życie. Coś, co być może zmieni całe Laboratrium X-21.

Sith wstał o dość nienormalnej porze jak dla niego. Nigdy nie wstawał wcześniej niż o 6, a teraz sam obudził się o 4. Niebo nad Zoną już różowiło się od wstającego słońca. Za chwilę wzejdzie i oślepi go. Odwrócił się na pięcie, podszedł do lodówki marki Czinar 3. Otworzył i wyjął konserwę.
- Hmm. Jeszcze przydatna do spożycia. – mruknął, po czym otworzył nożem tylko po to, by odskoczyć od niej na drugi koniec pomieszczenia.
- CO TO K*** JEST?! – zawył na widok wyskakującemu z dziury obok stołu i zabierającmu mu sprzed nosa ledwo otworzoną konserwę, szczurowi wyglądającemu na nornicę. Zwierzę coś mu przypominało, gdy popatrzyło na niego z diabelską iskrą w oku wpadając z powrotem do dziury.
- Szczur vel Nornica?! Nie możliwe. Jak?! Przecież został chyba w X-12?! – mówił od sam do siebie z niedowierzaniem. Otrząsnął się, spojrzał na dziurę, ale nic z niej już nie wyszło, nawet gdy podkładał tam całkiem dobrą jeszcze kiełbasę. I to nie dietetyczną!

Zrezygnowany zjadł kiełbasę popijając puszką ZoneDew, których cały kontener przywiózł wczoraj z baru 100 Radów. Barman nie był zadowolony, że konfiskuje mu się takie cudo, ale po dwóch Kozakach wymiękł i sprzedał je za łom rzekomo należący do Gordona. Łom Gordona od dawna wisiał u Caleba nad biurkiem, a to co dostał barman było zwykłym łomem z fabryki Jupiter. Tylko przemalowanym na czerwono. Po zjedzeniu tego jakże pożywnego śniadania, rzucił plecak na kanapę i przygotował się do spaceru do sarkofagu. Standardowe wyposażenie takie jak artefakt Kompas, trochę amunicji, ak-74u (Odkąd Groza odmówiła posłuszeństwa Sith nie miał czasu znaleźć sobie nic lepszego), trochę żarcia i dwie butelki Kozaka. Ubrał kombinezon – SEVĘ bez maski, zarzucił tobołek na plecy, karabin przewiesił przez ramię po czym wyszedł z pokoju. Zmierzając ku wyjściu usłyszał w głębi Laboratorium wybuchy. Wybuchy granatów. Znajome wybuchy granatów.
- MCaleb czyści kible granatami? Nie możliwe. – Mruknął do siebie. Zahaczył jeszcze o magazyn by wziąć trochę galaretki z limonki i ruszył ku wyjściu z budynku. W międzyczasie wybuchy ustały. Wychodząc zauważył Caleba stojącego na balkonie i Caera siedzącego na poręczy. Admin, wysoki, wyprostowany, z poważną twarza stał i patrzył się przed siebie w dal. Jakby widział tam coś niezwykle ciekawego. Sith nie potrafił dostrzec tego czegoś. Królik morderca chyba też, ponieważ patrzył się z ciekawością na Caleba. Nagle stalkerowi w SEVIE bez maski poczerniało przed oczami. Usłyszał zgrzyt zamykających się drzwi, szczęk kłódki. Powolne kroki jednej osoby. Powoli odzyskiwał wzrok. Ale nie był przed Laboratorium X-21, choć miejsce to wydawało się znajome. Wysoka postać w płaszczu doszła na szczyt oddalonego pagórka. Ostatni dźwięk. Klik. Oślepiająca jasność, wyparowywujące chmury. Ciemność...

Sith ocknął się dopiero po chwili. Leżał na ziemi. Tym razem już przed X-21. Caleb stał jak stał, z tym wyjątkiem, że spoglądał na stalkera kątem oka. Twarz nie wyrażała żadnych emocji, choć oko wydawało się mowić: „Też to widziałem.”.
- Co się dzieje – mruczał do siebie Sith – najpierw SVN, potem taka dziwna wizja. Co będzie dalej? Nie wiem. Ale musze się dostać do reaktora. Coś wisi w powietrzu i to bynajmniej nie jest wyrzymaczka w którą ostatnio wpadają snorki…
Otrzepał się z kurzu i ruszył w stronę skąpanego w porannym słońcu komina Czarnobylskiej Elektrowni Jądrowej imienia Włodzimierza Lenina. Zapowiadał się tajemniczy dzień pełen niespodzianek.

Będąc już w Prypeci postanowił zrobić sobie przerwę. Wspiął się na jeden z bloków, który dzięki poczuciu humoru kilku anomalii zmienił się w coś co przypominało znak ostrzegawczy przed radioaktywnym terenem. Usiadł na wygiętym niczym fotel u psychoterapeuty kominie. Słońce było już wysoko i pięknie przygrzewało, choć jeszcze nie osiągnęło zenitu. Spojrzał na elektrownię.
- Już nie daleko. Powinienem tam dojść tak kolo drugiej – pomyślał, po czym spojrzał w stronę X-21. Szary kompleks, z odpadającym tynkiem ogrodzony wysokim płotem i otoczony skąpanym w słońcu lasem. Nagle wszystko się rozmazało. Słońce przygasło. Nastała noc a jednym źródłem światła był księżyc w pełni. Rozglądnął się dookoła. Siedział na górce w jakimś lesie mając ciało kota ubranego w garnitur z melonikiem. Z kieszeni wystawała mu flaga ZSRR.
- Co do chooya się dzieje! Gdzie ja jestem?!
Nieopodal w dolinie zobaczył niebieską postać. Przed postacią pojawiła się księga. Przekartkowawszy ją trochę, niebieski osobnik poruszył ustami, a las przeszła dziwna, złowroga pieśń. Księga wylądowała w dole, z którego w kilka sekund wyrósł kompleks budynków.
- To przecież… - nie dokończył, bo wszystko znowu się rozpłynęło, a on leżał na kominie w Prypeci. Było południe. Wyciągnął saszetkę galaretki ZonaInstant. „Zalej wódką i poczekaj 5 sekund by cieszyć się niesamowitym smakiem agrestowego bimbru”. Sith patrzył się pustym wzrokiem na torebkę przez kilka minut po czym otworzył ją i wsypał całą zawartość do ust popijając kozaczkiem. Po wspomnianych pięciu sekundach jego wnętrzności wypełniła zielona breja.
- Ohydne ale przynajmniej nie jestem głodny – mruknął do siebie, po czym zszedł z bloku, wywijając gdzieś pomiędzy trzecim a drugim piętrem artystycznego fikołka, poślizgnąwszy się na śluzie jakiegoś mutanta.

Gdy doszedł do sarkofagu, co nie sprawiło mu większej trudności ze względu na pakt z monolitem o nieagresji i wzajemnego powstrzymywania się od prania mózgów, była już godzina siedemnasta. Słońce jak to na początku kwietnia było o tej porze już dość nisko, ale do zachodu pozostało jeszcze kilka godzin. Sith wdrapał się na sarkofag i usiadł na kawałku betonu. Roztaczał się przed nim niesamowity widok. Widok Zony opuszczonej w pośpiechu i pustej, aczkolwiek jednocześnie wręcz tętniącej życiem zarówno stalkerów jak i wszelkiej maści mutantów. Postanowiwszy sprawdzić jak się trzyma spełniacz życzeń. Wstał i ledwie uszedł kilka kroków, a coś zaczęło się wokół zmieniać. Świat stał się zielony, jakby oglądany przez szmaragd. Coś poderwało Sitha do góry. Nieopisany ból przeszył jego ciało. Źrenice zwęziły się do malutkich szparek, a zęby zgrzytały o siebie. Z nikąd pojawiła się biała kula, jakby ognia. Okrążyła stalkera kilka razy, po czym zatrzymała się wprost przed jego twarzą. Biło od niej gorąco. Dziwnie przyjemne gorąco. Po ułamu sekundy trwającej według mającego ochotę zwijać się z bólu człowieka zawieszonego i unieruchomionego w powietrzu, całą wieczność, kula zniżyla się lekko i z całym impetem uderzyła w pierś Sitha wnikając z nią. Ból odszedł natychmiast, a stalker upadł na kolana. Niewątpliwie był w szoku. Jego oczy pulsowały. Znalazł kawałek wypolerowanego metalu i przetarł go, a następnie przybliżył do twarzy niczym lustro. To co zobaczył zamurowało go jeszcze bardziej. Tęczówki jego oczu były czerwono pomarańczowe, a na dodatek biła od nich poświata. Na twarzy malował się grymas, lecz zniknęła blizna nabyta po utarczce z nibypsem podczas jego pierwszego tygodnia w Zonie. Ledwie uszedł wtedy z życiem. Ubranie też się zmieniło, nie miał już na sobie kombinezonu, tylko zwykły, czarny prochowiec i spodnie przypominające jeansy. Urosły mu też włosy, zmierzwione, kruczoczarne, sięgające prawie do ramion. Czuł też zmiany wewnątrz organizmu, ale nie potrafił ich określić. Powoli wstał i rozejrzał się dookoła. Niebo było pomarańczowe od zachodzącego słońca. Pasowało mu do koloru oczu.

Spojrzał w stronę X-21. Nadciągały ciężkie, ołowiane, burzowe chmury wieszczące coś złowieszczego.
- Coś się kroi! – powiedział dość cicho z szatańskim uśmiechem na twarzy, po czym zeskoczywszy z sarkofagu nic sobie nie łamiąc ruszył w stronę laboratorium. Czarny płaszcz powiewał, na lekkim wietrze, który nie wiadomo skąd się zerwał. Uśmieszek godny lucyfera nie znikał mu z twarzy.
Obrazek
Sith
Silient Assasin
Avatar użytkownika
Fantom
 
Posty: 128
Podziękowań: 8
Poziom: 18
PD: 144/152
Dołączył(a): 23 mar 2008, o 21:29
Lokalizacja: A taka mieścina na pograniczu Śląska i Opolskiego :D
Ulubiona broń: OC-14 Groza
Frakcja: Wolność
Lokacja: Podziemia Jupiteru

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Laboratorium X-21



Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość