Raven odskoczył od Leliany w mgnieniu oka która nagle zaczęła szlochać. Mimo wszystko, usiadł na łózku koło niej, przytulił i pozwolił się wypłakać.
-Nie bój, się ten dewiant Lenin dostanie za swoje.
Leliana przestała płakać, delikatnie odsunęła się od Rowena i ubrała się. Z łzami na policzkach wyszła z pokoju 422. Ravenowi zbierało się na płacz. Dostał drgawek i ułożył się w pozycji embrionicznej na własnym łóżku. Jednak, za kilka minut był już zdecydowany. Zdecydowany dać konkretny forte Leninowi, za to co zrobił. Był tak zły, jak wtedy, gdy Mass Effect 2 nie chciał mu odpalić, a to oznaczało 422 w skali 10 stopniowej. Poszedł do jego pokoju i walnął prosto z mostu :
-Ty ch*ju złamany, pederasto najgorszy. Jak mogłeś jej coś takiego zrobić? Wiesz, jak ona teraz się czuje, jak JA się czuję ?!
Tow leżał na wyrku i spokojnie żłopał z flaszki niedopitki.
-To kara był tylko wypadek przy pracy, uwierz mi... Ale widzę po twoim spojrzeniu, że nie uwierzysz.Nie dogadamy się w cywilizowany sposób, zatem co proponujesz ?
-Pojedynek-odparł Raven- ja i ty. Wiem, że ty masz eteryczne moce, więc ja dosiądę Borcha. Pasuje?
-Pasuje i ma luz. Kiedy?
-Jutro, o 12:00. Warunki : Jeśli wygram dołożysz wszelkich starań, by Leliana znowu stała się pełnoprawną kobietą. Jeśli ty wygrasz... to cóż. Będzie mógł przerobić mnie na furry.
-Zgoda-na twarzy Towa pojawił się szyderczy uśmiech-jutro w południe.
Przygotowania do walki R422 rozpoczął już o 8:00. Ochlał się różnorakich eliksirów, pomedytował, ale ostatnie chwile spędził z Lelianą. Przypomniał sobie o analu, ironicznie ulubionym stylu Lenina. Od 9:30 do prawie 12 byli zajęci tylko sobą i nikim więcej. Ale gdy nadszedł czas pojedynku Raven nie zwlekał. Stawił się na Arenie, która mimo rozpie*dolona po pojedynku Sölvego z Leninem, została jako tako naprawiona przez wciąż stacjonujące w X-21 klany krasnoludów. Mistrzem ceremonii miałbyć K. Ibisz, ale spotkało się to z takim sprzeciwem, że wybrano Infernala.
-PANIEEE I PANOWIEEEEEEE! OGRY I ELFY! CHUJE MUJE DZIKIE WĘŻE! Chciałbym was powitać na pojedynku dwóch zwaśnionych laborantów, którzy muszą rozstrzygnąć pewien spór. Na lewym końcu areny : Towarzysz Le Nin, waga kocia, specjalne umiejętności : przywołuje eteryczne twory, taki jak skrzydła, macki czy inne takie! W prawym końcu areny : Raven422, waga średnio-ciężka, specjalne umiejętności : lubi placki, dosiada złotego smoka i rąbie mieczem! LET DE BATYLE BIGINZ!
Raven wskoczył na Villetretenmertha i uniósł się w powietrze, zaś Lenin wyczarował eteryczne skrzydła i ostro zakończone macki. Ruszyli na siebie z impetem. Rowen darł się wniebogłosy, a Lenin wyjął pazurki. Gdy na siebie wpadli, R422 próbował ciąć sihillem, ze trafił w jedną z macek, która z plaskiem uderzyła o ziemie i zniknęła po chwili. Tow bardzo urażony stratą wkurzył się ostro, zawrócił i zaszarżował na Kruka. Borch Trzy Kawki zionął ogniem przez co Lenin musiał wykonać unik. W tej chwili Raven zeskoczył ze smoka w prawdziwie hollywodzkim stylu i ciął z całej siły w stronę nadlatującego Lenina. Odciął skrzydła i ogon. Lenin padł (prawie) martwy na glebę, Raven po chwili także, ponieważ ostro zakończone skrzydło antro-kotka cięło go przez cały tułów. Laboranci krzyczeli i wiwatowali, Dohtuur, Sölve i Caleb ruszyli na pomoc rannym. Zaraz kurwa, pomyslał Rowen i Lenin prawie jednocześnie. Przecież w X-21 jesteśmy nieśmiertelni, to jakim cudem mogliśmy się poranić?! I to byłą ich ostatnia myśl przed utraceniem przytomności z powodu utraty krwi.
Obaj ocknęli się na oddziale szpitala X-21, prowadzonym od niedawna przez Lelianę, która miała jako jedyna osoba w kompleksie jakiekolwiek pojecie na temat medycyny. Jej piękna buzia z momentu pocieszyła Ravena który obudził się pierwszy.
-Jak tam? - spytała mówiąc ze swoim fhrancuskim akcentem- Jak się czujesz?
-Wiesz, znośnie- spróbował zmienić pozycję na łóżku-ARGH! Chyba jednak nie...
-Leż spokojnie, zajmiemy się wami. Wiesz, ciekawa tylko jestem, dlaczego admini wyłączyli wam nieśmiertelność na okres walki. Pewnie chodzi o jakąś nauczkę czy coś...
-Meow...- zamiauczał Lenin- co jest ?! Czemu nie mieliśmy godmoda ?! Ja temu Solvowi... - nie dokończył gdy spojrzał na kikut ogonka- coś... coś ty mi zrobił...
-Spokojnie- uśmiechnęła się do Towa Leliana, bez jakiejkolwiek oznaki wrogości, widać nie wiedziała, że to on ją zmienił- dzięki artefaktom twój ogon szybko odrośnie. A teraz idzźcie obaj spać. Poleżycie tutaj jakieś kilka dni.
Następnego dnia przyszedł do nich Sölve
-Dobra, Failerze 422. Już wiemy, jak przywrócić twoją rudą kicię do normalności. Musimy wrócić do naszych czasów, wtedy poprosisz Monolit i będzie gites.
-Ta-wtrącił się Lenin - tylko jak teraz wrócić? Dohtuur i Caleb coś ustalili?
-No właśnie nie. Liczymy na waszą pomoc. BTW mam nadzieję, że już nie będziecie skakać sobie do gardeł?
-Nie, już starczy - Raven uśmiechnął się do Towarzysza, ten mu odpowiedział tym samym- Tylko ciekawi nas, czemu na czas walki nie mieliśmy godmoda.
-R422, słuchaj-westchnął Sölve- są na tym świecie rzeczy, co się fizjologom nie śniły.
-sfinto prafda- skwitował wypowiedź Kotek- dobrze prawisz.
















